Ciężkie życie studenta na stancji

Pierwsze moje mieszkanie było w wieżowcu, mieszkanie po babci wystrój PRL, tanio, wynajęłam z 3 koleżankami z LO, Wprowadzamy się we wrześniu, okazuje się, że w mieszkaniu mieszka jeszcze jedna obca nam osoba. WTF. Wynajmowałyśmy przecież całe mieszkanie!

Właścicielka, przychodziła jak nas nie było, szperała nam po pokojach, oskarżała, że dewastujemy jej 35letnie rozpadające się już meble, wg niej w idealnym stanie. Siadała w kuchni, zapalała Viceroya i włączała gadkę o swoich chorobach, nazywała nas księżniczkami, które wszystko psują. Kran przeciekał, chciała abyśmy jej zwracały kase za nową baterię, ale zapytałyśmy czy będziemy ją sobie mogły wziąć po wyprowadzce skoro za nią zapłaciłyśmy, zrozumiała, że sama ją wymieni. Najgorsze było to, że babka pod nami gromadziła śmieci, w mieszkaniu były prusaki i karaluchy, wchodziły wszystkimi kratkami wentylacyjnymi i spod podłogi. Gdy zwróciłyśmy właścicielce uwagę, powiedziała, że my przyniosłyśmy je na pewno z domu, jak wyjeżdzamy do domu na święta czy weekendy to tam mamy brudno i przywozimy jej prusaki. W starej szafce w kuchni znalazłyśmy puszki z preparatami na owady, były w tym mieszkaniu lata przed nami. Wg właścicielki nigdy ich nie widziała. Nad nami pralnia, więc zalało mi pokój, wracam po weekendzie a nad moim łóżkiem leje się woda, tydzień śmierdziało i schło wszystko.

Druga stancja, tym razem właściciel nie stanowił problemu. Problem leżał we współlokatorach. Miła para, znaleziona w ogłoszeniu, studenci. Myślę sobie ok. Okazało się, że obydwoje leczą się psychiatrycznie. Wprowadzam się we wrześniu w domu zwierzyniec. Kot, jakieś szynszyle. Nie było mowy o żadnych zwierzakach. W moim pokoju mnóstwo gówien szynszyla. Mówię do współlokatorki, że przede mną ktoś mieszkał kto w ogóle nie sprzątnął i miał jakieś gryzonie. Ona, że ich szynszyl musiał sie wybiegać, więc wypuszczali go w moim pokoju, a to przecież zwierzę, a zwierzę musi gdzieś się załatwiać… Nie sprzątali po zwierzakach, kocica miała ruję, zwracałam im uwagę, to twierdzili, że kot musi miauczeć, bo to kot. Kuwetę wstawiała do wanny i nie zmywała po niej, cały czas mówiła, że ma jakieś choroby, zakażenia, grzybice. Bałam się myć w jednej wannie. Nie miałam kluczy do skrzynki, oni wybierali rachunki. Nie mówili mi że coś przyszło, ciągle twierdzili, że nie ma rachunków. Przychodzili komornicy. Gdy zwróciłam uwagę, że przyszli powiedziała mi, że przecież mogli zabrać jej laptopa, powiedziałam, że też mam swoje rzeczy w pokoju, a ona mi na to, że co ją obchodzą moje rzeczy ona ma laptopa, a moje mogą brać. Zostawiała mi kartki abym sprzątała, zmywała bo jej znajomi przychodzą a ona chce mieć czysto, a ja na pewno mam czas, nie tak jak ona. Oczywiście tego nie robiłam.

Wciąż byłam świadkiem jak poniżała swojego chłopaka, jak klęczał pod pokojem, jak ją przepraszał, bo nie zjadł obiadu lub nie wyniósł śmieci. Totalnie zastraszony chłopak, przychodził i płakał.

Jak tylko wychodziła, włączał na cały regulator techno i gdy jej nie było zdarzało mu się zapraszać strasznie beznadziejnych znajomych.

Gdy przyjechał do mnie chłopak, pierwszym tekstem jakim go przywitała było. Skoro już jesteś to wynieś śmieci i posprzątaj w kuchni. Kupowała drogie, dziwne rzeczy do mycia typu specjalny płyn do mycia lodówki, specjalny płyn do mycia piekarnika, specjalny płyn do mycia czegoś tam i chciała ode mnie za to kasy. Nie będe oddawać 100zł za środki do mycia, których nie używam, albo za jej płyn do odkażania kuwety. Niszczyli sprzęty i wyrzucali rzeczy ze stancji. Pod koniec mieszkania, zapytali dlaczego nie podłączyłam się do ich neta, może dlatego, że nie powiedzieli, że neta mają.

Następne współlokatorki wyglądały ok, mieszkanie przyszła oglądać jedna, powiedziała, że ma koleżankę. Spokojna dziewczynka, mało się odzywała. Myślę sobie ok, nie jest zła. We wrześniu wprowadziła się jej koleżanka. Pierwszy dzień krzyki, koleżanki impreza, drugi dzień krzyki, koleżanki impreza, trzeci dzień ktoś obcy znów śpi. Zwracam uwagę i pytam o co chodzi. Wyraźnie mówiłam, że w bloku starsi ludzie, że ja się dużo uczę. Laska do mnie tekst ” Płacimy i wymagamy, nikt nie mówił, że będziemy spokojne” W pokoju mieszka nie 2 ale 4 osoby, pytam o co chodzi? Słyszę ” Koleżanki są przyjezdne, nie mają stancji, a my wiele im zawdzięczamy, więc będą tutaj nocować” Nie chce mieszkać na 40 metrach z 4 osobami. Po zwróceniu uwagi, piekło, wstawanie o 6 rano, trzaskanie drzwiami, bieganie z krzykiem w nocy abym nie mogła spać, zostawianie mi gazety z artykułem” Jak doprowadzić współlokatora do wyprowadzki” z podkreślonymi i zakreślonymi akapitami typu ” Ścieraj jego ulubioną częścią garderoby podłogę obok kibla” Kuchnia i łazienka non stop zajęte, nie mogę sobie zrobić jedzenia, bo siedzą na stole. Spraszają znajome jak z jakiejś zawodówki, nie obrażając zawodówki i na przedpokoju słyszę teksty, jak jakaś gruba maciora kłóci się z kimś przez tel. Nie wychodzę z pokoju, bo jeszcze mi się dostanie. Po 2 miesiącach, załatwiam z właścicielem aby je wyrzucił.

3 współlokatorki ciche, spokojne, ale w ogóle się do mnie nie odzywają, Gdy wychodzę z pokoju, uciekają z kuchni czy z łazienki. Nie wiem nawet jak jedna ma na imię. Mam wrażenie, że coś z nimi nie tak. Próbowałam rozmawiać, ale nic prawie nie mówią i zaraz chowają się w pokoju. Non stop coś psują, a po zwróceniu uwagi mówią że to nie one, zalały łazienkę, wracam po weekendzie, nikt mi nie powiedział, że w mieszkaniu woda, zamiast coś zrobić to one po prostu sobie wyjechały. Nikomu nie powiedziały, twierdząc że to nie one. Wstają codziennie o 5 rano, budzą mnie bo pokój graniczy z kuchnią i łazienką. Wszystko trzymają w swoim pokoju łącznie z jedzeniem, proponowałam aby składać się na takie rzeczy jak np papier toaletowy itd. Nie chciały Nie powiedziały mi, że się wyprowadzają, dowiedziałam się przypadkiem, gdy właściciel zadzwonił, czy mam już kogoś na stancje. Nie mam bo nic nie wiedziałam. Nie znajdę w 2 dni, i to w takim okresie gdy nikt nie szuka. Dodatkowo nie chcą mi oddać za Internet do którego się podłączyły, zepsuły piecyk gazowy, twierdzą oczywiście że to nie one. Nie zamieniłam z nimi praktycznie żadnego dłuższego zdania.

Współlokatorzy potrafią dopiec, aby mieszkać z kimś w porządku, trzeba wynająć całe mieszkanie z kimś znajomym najlepiej. Ale ja się jeszcze potułam po stancjach zapewne…

Napisano w Ciekawe historie lokatorskie
One comment on “Ciężkie życie studenta na stancji
  1. Hoffer pisze:

    Mam nadzieje, ze kazda kolejna notka bedzie jeszcze lepsza od poprzedniej. strona bardzo dobrze rokuje, bede trzymac za niego kciuki. No i zagladac, oczywiscie. Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*